Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 609 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Powrót króla Handryka

wtorek, 17 stycznia 2012 11:26

Wraz z powrotem Handryka rzesza fanów Chwały zapowietrzyła się z zachwytu.


Ja przyjąłem tę sytuację mężnie, choć z bólem serca.


Nie cieszę się z jego powrotu i mam ku temu swoje racje. Racje nieodparte.


Po pierwsze – jazda na ręcznym. Kiedy Handryk wyhandballował Irlandczyków z Mundialu, dołączył do grona futbolowych złamasów łamiących przeciwnikom nogi, mrugających do sędziego, zatrzymujących ręką zmierzającą do siatki piłkę. Ostentacja i brak skruchy, z którymi odniósł się do sytuacji, tylko pogarszają jego położenie. Mędrzec Łil Gallas, starał się wtedy zachować pozory, stwierdzając, że wszystko wydarzyło się tak szybko, że nic nie widział. Dostał piłkę i strzelił. Wiadomo, akurat przechodził z tragarzami.


Po drugie – primadonnizm. Handryk już pod koniec swojej bytności w Chwale Londynu stawał się primadonną. Fukał, grymasił, kaprysił, a jego bodylengłidż sugerował, że najbardziej interesującą go kwestią jest poza, w jakiej uchwyci go oko kamery. Każda poza była rzecz jasna upozowana. Czy to gniew, czy radość. Czy troska, czy zmęczenie. Jasna sprawa – kiedy się przebiegł, to w naturalny sposób łapał zadyszkę, ale falowanie torsu musiało być odpowiednio barokowe. Nawyki z planów reklamówek Pepsi i Gilleta przenosił na boisko. Kiedy pod koniec ostatniego meczu z Pawiami pozawerbalnie wyrażał niezadowolenie z nieprzerzucenia gały na prawą flankę, jako człowiek o osądzie spokojnym i trzeźwym, doskonale wiedziałem, że mam przed sobą nie żywąlegendęarsenalulondyn, ale emerytowaną gwiazdę callanetiksu.


Po trzecie wreszcie – wałęsizm. Jak ktoś za życia celebruje odsłanianie swoich monumentów, to jest z nim niedobrze. Kiedy w cieniu tych pomników rozkręca swój show, wtedy idę z córką na sanki. Godzić się na to, nie dostrzegać, że to cokolwiek nieadekwatne, nie odczuwać w trzewiach absmaku – znaczy, że pycha przeżera duszę.


Nie wierzę, że ten gość porwie innych, że zainspiruje ich czy zmotywuje. Może na chwilę. Potem będą fochy, pretensjonalne gesty i epatowanie przysługującym legendom powabem wielkości. W końcu już po drugim swoim występie od powrotu zdążył opieprzyć fana, który nie zachował standardów dopingu.
Żeby nie było – i ja go wielbiłem i ja uważam, że za to, czego dokonał w Chwale i dla Chwały należy mu się trwałe i zaszczytne miejsce w klubowych annałach. Przykro patrzeć jak okrywa to dziedzictwo festiwalem żałochy.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (9) | dodaj komentarz

głupio wyszło

środa, 09 marca 2011 23:07

sędzia po meczu w szatni barcelony: no to messij.

 

no proszę, ahsen, który zwykle gra tak samo, postanowił zagrać inaczej. plan był pewnie taki, żeby opierać się jak najdłużej, po czym wprowadzić arshavinów, chamakhów, niklasów i ukąsić śmiertelnie. jak na doktrynera to całkiem szalone wygibasy intelektualne. szacun.

 

nie wyszło.

 

powiedzmy sobie jasno, nie zabrakło wiele. oczywiście chwała została zdominowana. messij, xavi, iniesta i reszta kataloniarzy urządzili sobie gierkę treningową, a grająca od początku w dziesiątkę chwała ograniczała się do bacznej obserwacji rzeczywistości boiskowej. barcelona naciskała i naciskała, ale wycisnąć nie potrafiła i gdyby nie feralna piętka cesca, który był głównym nieobecnym spotkania, pewnie zeszlibyśmy do szatni z czystym kontem.

 

odpowiedź była chwalebna - bez oddawania celnego strzału udało się wyrównać. oto jest ekonomia wysiłku, którą potrafi docenić każdy prawdziwy fan sportu. kiedy niektórzy biegają, pocą się i brzydko pachną, inni trwają okuci w mężny spokój.

 

niestety we wszystko wmieszał się arbiter. platini wydał dyspozycje i kataloniarze musieli awansować. już tak zresztą było, kiedy mierzyli się z chelsea. wtedy było to tym bardziej przykre, że kgb jednak prężyło muskułki. moja spiskowa teoria jest taka, że gdyby niklas ustrzelił w końcówce, to znalazłyby się powody do przedłużenia meczu o kwadrans akademicki albo kościelny wyleciałby po kolejnym rzeźnickim faulu w polu karnym.

niestety chwała od paru lat tapirowana jest ręką wielkiego fryzjera na podobieństwo barcelony, a wiadomo, że podróbki są zwykle gorsze od oryginałów. wykorzenieni z rzeczywistości, ukorzeniani w fantasmagoriach, łudzą, łudzą i w końcu zawodzą. kolejny raz. szczęśliwie, w matrixie zdarzają się dziury takie jak wilshere czy szczęsny i można się momentami oddawać uciesze.

 

na koniec słowo o fabregasie: zawiódł straszliwie. na boisku nie było kapitana. chyba nie dźwignął. albo serce bije mu jednak dla wroga. szkoda po tych wszystkich wspaniałych rzeczach, które zrobił dla chwały. ciekawe, co będzie dalej.

 

w weekend męczysery większe. nie zanosi się na poprawę humoru.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

sztołk is dead

poniedziałek, 07 grudnia 2009 17:04
meczu nie widziałem. najwięcej pochwał zebrał andriej, któremu udało się strzelić bramkę, zaliczyć asystę i wywalczyć karnego. chwała mu. niestety zwycięstwo zostało okupione kolejnymi kontuzjami: gallas, rosicki, eboue und traore. o powrotach wcześniej kontuzjowanych nic na razie nie słychać. a następny weekend spędzamy na anfield! tymczasem kgb lądek poległo, a kogucizm zremisował wygrany mecz. zatem porządek w londynie został przywrócony, a sytuacja w tabeli pozwala łudzić się, że sezon się jeszcze nie skończył.

w środę jedziemy do grecji, gdzie w meczu - z naszego punktu widzenia - o pietruszkę pooglądamy młodzież wysprzęgloną z carlig cupu.

na froncie plotkarsko-transferowym obok listy siedemnastoletnich geniuszy futbolu pojawiło się nazwisko karltona węglarza. obawiam się, że paszport królestwa albionu może być cechą dyskredytującą go w oczach wielkiego inżyniera. dla karltona byłaby to dobra okazja do odkupienia przewin sprzed miesiąca. poczekamy, zobaczymy. da się również usłyszeć głosy przepowiadające powrót mesje ąriego. oby nam się to nie przytrafiło. primadonna na ławce w duecie z primadonną nietykalną na boisku i w szatni, to byłoby zbyt wiele. wielki inżynier powinien zapytać andrieja i cesca, kogo by w chwale widzieli, następnie udać się do zarządu i wymusić spełnienie marzeń. ta dwójka ratuje arsenal przed konsekwencjami pomysłów wielkiego inżyniera, pytanie, czy w oczach aw to zaleta czy wada. strzelam, że andriej, który nie wyskoczył z lędźwi francuza nie należy w związku z tym do jego pupilów i uwagi rosjanina o potrzebie wzmocnień puszczane są mimo uszu.

w sobotę na spotkaniu towarzyskim zostałem zapytany o preferencje piłkarsko-iberyjskie. z dwojga złego wolę oczywiście królewskich. wytłumczono mi wtedy, że należy popierać barcelonę, gdyż wspierać należy się rewolucjonistów, a takie właśnie korzenie ma barca. no ja nie mogę...

ps. pod adresem http://www.arsenalizacja.pl/ pojawił się blog arsenalowy. poważny, a nie tam jakieś podśmiewajki.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

jest okazja, by powrócić

środa, 02 grudnia 2009 23:42
dziękuję za publiczną motywację. troszkę mnie pochłonęło życie rodzinne, potomek w drodze; wiele innych aktywności wokół i jakoś tak wyszło...

pisanie przerwaliśmy po porażce z city, więc jest okazja, żeby wrócić. chwała zamknęła naszą blogową przerwę ładną klamrą. klamrą goryczy, można by powiedzieć. można by powiedzieć również: kij w oko śmierdzącym lumpom. śmierdzącym serem. męczyserem. wystarczy spojrzeć na kolor koszulek, by domyślić się, że to bojówka lgbt. pies ich trącał.

o meczu nie ma co się rozpisywać. po raz kolejny był to spektakl z cyklu: mężczyźni kontra dzieci. dżeki-boj rozpoczął mecz nie odstawiając nogi. doszło do starcia z walijskim golfistą i nikt w obronie wilshera nie stanął. w następnej akcji, dżeki biegł już tylko obok brzydala obserwując rozwój wydarzeń. rozwój wydarzeń doprowadził do trzeciej bramki. jest w tych spektaklach jakaś ponura niepedagogiczność: z tych chłopców nie wyrastają mężczyźni, chłpocy utwierdzają się w chłopięctwie. na koniec wielki inżynier oddalił się obrażony, nie podając ręki hughesowi. kiedy tak sobie na hughesa spoglądam, to również nie czuję do niego specjalnej sympatii, niemniej gorycz porażki trzeba przełykać i oddać oberlumpowi co jego. uczciwym trzeba być, a nie zmanierowaną primadonną. zmanierowana primadonna rówież nie nauczy chłopca bycia mężczyzną.

smutno tym bardziej, że to trzecia z rzędu porażka na angielskiej ziemi. zaczęło się od sunderlandu, który - powiedzmy sobie szczerze - niczym specjalnym nie zaimponował. potem przyjechało kgb lądek i widzieliśmy to samo, co dzisiaj, tyle że z udziałem pierwszego składu chwały londynu. patrzyłem na to w towarzystwie trewora i krzysia bluzgając pod nosem. krzysiu, będąc światłym męczyserowcem, usiłował znaleźć plusy dodatnie bycia fanem chwały, ale wychwalając wengera trafiał kulą w płot. cóż, po czasie, trzeba chyba przyznać rację imperatorowi i polecić jankesom, by zrobili z z francuzem porządek.

do tego van persil, któremu udało się wreszcie zaadoptować do nowego systemu wyleciał na resztę sezonu; arshavin po odpadnięciu rosji w barażach znajduje się w depresji, rosicki i eduardo nie będą już grali tak jak kiedyś (rzecz jasna, trzeby tu zachować proporcje między tym, co potrafił czach, a umiejętnościami latinochorwata). o bramkarzach szkoda gadać. wielkiemu inżynierowi zdarzył się przebłysk świadomości i zapowiedział styczniowy shopping.

dobrze, że nie jest się tylko kibiciem, ponieważ w przeciwnym wypadku świat na przełomie listopada i grudnia byłby szary, brzydki i ponury.

dobranoc. czarno to widzę.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

świnia strikes back

poniedziałek, 14 września 2009 0:11



wreszcie udało mi się obejrzeć mecz, powodów do radości jednak nie było. przeciwnie - podwójny zawód: słaby arsenal i tryumfująca świnia.

pierwsza połowa nie była porywająca. wydawało się, że kontrolujemy sytuację na boisku, nie kreując przy tym dogodnych sytuacji bramkowych. najbliżej był brada billy, który nieatakowany chybił minimalnie. powinno paść bramka. i padła wkrótce, tyle że dla wroga. po główce richardsa piłka szybowała około kwadransa, ale almunia nie zdążył dofrunąć. piłka odbiła się od słupka, następnie od głowy almunii, na stadionie zadźwięczało pusto, i kula zatrzepotała w siatce. fabiański, lecz się chłopie, może to być przełomowy sezon dla ciebie. (po prawdzie, to nie wierzę, by był już gotowy). w drugiej połowie graliśmy lepiej i robinowi udało się w ładnym stylu wyrównać. chwilę później zarobił od świni butem w twarz. świnia nie wyleciał z boiska. następnie, po niedokładnym podaniu cesca, clichy stracił piłkę, zwów pokazał się richards, który ograł songa w dziecinny sposób, a walijski golfista dopełnił formalności. mija chwil kilka i świnia wybija piłkę z linii bramkowej. potem znowu przypomniał się clichy, tracąc ponownie. swp dośrodkowuje na głowę świni i mamy 3:1. barry zatrzymuje w polu karnym piłkę ręką, ale sędzia nie reaguje. clichy traci po raz trzeci, golfista nienękany przez nikogo przebiega pół boiska, wykłada piłkę swp: 4:1. rosicky zmniejsza rozmiary porażki. persil trafia w słupek. finito.

denilson, clichy, almunia, sagna grali kompletny piach. sagna po niezłym debiutanckim sezonie nie może się specjalnie odnaleźć. głupio to przyznawać, ale dośrodkowań mógłby uczyć się nawet od eboue. z diabiego i songa wielkiego pożytku nie było. z bendtnera również, ale ustawianie go szeroko jest przejawem uwiądu umysłowego wielkiego inżyniera. robin potrafi grać w kadrze z boku, czemu ich nie zamienić? cesc raczej słabo jak na swoje możliwości. najlepiej wypadł tomas r., obyśmy mogli go oglądać częściej. pomimo czterech straconych bramek na plus zaliczyłbym również występ tomasa v. okazało się, że potrafi również uderzyć z dystansu. miejmy nadzieję, że łolkoty, samowary i batiuszki będą kurować się skutecznie.

cóż, grają ludzie - nie systemy. wielki inżynier pochłonięty budowaniem barcelony dla ubogich postanowił tego faktu w swoich planach nie uwzględniać. szkoda.

tymczasem świnia postanowił nagrabić sobie ostatecznie. skoszeniem cesca, skasowaniem persila i celebracją po bramce. szczególnie ostatnią akcją pokazał, po której stronie mocy się znajduje. oczywiście - po czarnej. ciekawe, co wymyślą fani na emiratach. czuję, że wcześniej czy później ktoś sprzeda mu po prostu działę. cashley przy świni wyrasta na archetyp brytyjskiego dżentelemena. muszę się przyznać, że kiedy song sprzedał świni kosę po achillesach odczułem w sobie niesportowe uczucie satysfakcji.

na domiar złego rafa poleciał z us open. teraz kibicuję del potro.

to tyle. znikam na blisko półtora tygodnia. będę odpoczywał, również od chwały. tuszę, że po moim powrocie będziemy mieli trzy punkty więcej w ligowej tabeli.

czuwaj!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

garść bananów

piątek, 04 września 2009 22:28
pierwszy banan dla eduardo. banan dwumeczowy. nurek rzeczywiście miał miejsce. jeśli przepisy pozwalające na karanie nurkujących istnieją, to należy czynić z nich użytek. od futbolowych włodarzy wypada jedynie oczekiwać konsekwencji w tępieniu oszustów. kierunek słuszny, ale problemy się pewnie pojawią. czy karać będziemy jedynie za nurki w polu karnym? za wszystkie? czy te, które bezpośrednio wpłynęły na wynik? meczu czy dwumeczu? no i jak ustalić granice takiej bezpośredniości? szerokie pole do interpretacji. rzecz jasna zdrowy rozsądek pozwala przezwyciężać wspomniane wątpliwości, ale zdrowy rozsądek musi być poprzedzony dobrą wolą. tu może być gorzej, prym wieść mogą sympatie i antypatie, zakulisowe działania koterii. na ten przykład można by zapytać dlaczego teraz? dlaczego w meczu, kiedy nurek nie miał specjalnego znaczenia? no nic, doskonale nigdy nie będzie, oby nie stało się to narzędziem do młotkowania nielubianych.

drugi banan dla chelsea. banan dwuokienkowy. za korumpowanie nieletnich murzynów o francuskim obywatelstwie. słusznie. tym słuszniej, że podobno prześwietalany jest teraz analogiczny przypadek transferowy z udziałem męczyserów większych. kto wie, czy arsenal jednak nie odbuduje swojej potęgi właśnie dzięki nieletnim murzynom o francuskim obywatelstwie. ja bym się jeszcze przyjrzał takiemu jednemu klubikowi na literę "t". oni wszystko fersztejen, wiadomo. kierunek i w tym wypadku jest słuszny, choć wątpliwości można by mnożyć tak jak powyżej. no niemniej, że tak powiem kułaków jak nurków należy wypleniać. ciekawe, czy będą się dobierali do chwały.

skoro tak piszemy o bananach, to propozycją muzyczną na dzisiejszy wieczór będzie:


dla wszystkich komarów z babilonu. hue hue.

na koniec megawiadomość dla miłosza (za kanonierzy.com): "Sensacyjną informację podają szwedzkie media. Według gazety Sport Bladet legenda Arsenalu, skrzydłowy Freddie Ljungberg, miałby w styczniu powrócić do swojego byłego klubu na zasadzie kilkumiesięcznego wypożyczenia.

- Freddie prosto z Waszyngtonu poleci do Londynu, by porozmawiać z Arsenem Wengerem - mówi źródło Sport Bladet.

- Arsenal dobrze rozpoczął sezon, ale wciąż brakuje im przywódców. Ljungberg i Wenger wciąż są w dobrych stosunkach. Teraz, kiedy Fredrika nie trapią już kontuzje, Wenger chciałby widzieć go u siebie.

Ljungberg miałby trafić do Londynu zaraz po zakończeniu rozgrywek amerykańskiej MLS, w listopadzie. Mimo to, mógłby zagrać dopiero w styczniu. Nowy sezon MLS rozpocznie się w marcu, jednak zgodnie z zasadami amerykańskiej ligi Szwed mógłby pozostać na wypożyczeniu w Arsenalu do 15 kwietnia".

hue hue. może zrobi nam wielkie reggae w arsenalu.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

głupio wyszło

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 19:12
meczu, zgodnie z przypuszczeniami, nie widziałem. wynik zepsuł niestety wesele moje kuzyna. a przynajmniej zepsuł zabawę magdzie. no, przynajmniej mi zepsuł. a zatem, niedobrze.

w związku z faktem, że widziałem jedynie skróty, wiele napisać nie mogę. stwierdzić jednak wypada, że widmo dziejowej sprawiedliwości krążyło nad nami nisko i nurek eduardo wrócił bumerangiem już po kilku dniach. cóż, rooney posiadał już doświadczenie w nurkach antychwalebnych i postanowił spożytkować ja akurat w sobotę. waleczność, walecznością, ale nurek niczego sobie. sezony u boku cristiano zrobiły swoje.

inna sprawa, że almunia nie miał potrzeby, żeby do tej piłki wychodzić - nie wyglądało na to, żeby z tej akcji coś mogło wyjść. z kolei kilka minut później zamiast wystartować do frunącej niespiesznie kuli, przyspawał się do linii. co mecz to babol. babol hiszpański, czyli espabol. rzecz jasna na kontinuum kuriozalności nic nie przebije główki diabiego. nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz widziałem coś takiego. z pewnością będzie to hitem na youtubowych dokumentacjach boiskowej bezrefleksyjności.

cóż, stało się. cieszy przynajmniej, że sama gra wyglądała lepiej. podobno. stracić trzy punkty z junajted to jeszcze nie koniec świata. niektórzy potracili je juz z burnley. jak można stracić je z burnley??? nie było okazji dać nurka,czy co? za dwa tygodnie wracamy do manchesteru by zmierzyć się tym razem z męczyserami mniejszymi. będziemy tam mieli pewne sprawy honorowe do wyjaśnienia. lumpom na pohybel!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

a zatem nie znikamy z ligi mistrzów

czwartek, 27 sierpnia 2009 22:02
jednak udało mi się jednym okiem (i przy wyłączonej fonii) popatrzeć na wczorajszy mecz. celulit glasgow nie zawiesił poprzeczki zbyt wysoko, chociaż pozostaje niesmak po nurku wykonanym przez eduardo. rzecz jasna nie jest to w piłce żadne novum, niemniej piłkarz przywdziewający chwalebny trykot powinien takich zachowań unikać. zostawmy je przedstawicielom męczyserów, żulów i innych poślednich klubików. nas powinny obowiązywać standardy elity.

szczęśliwie przy pozostałych bramkach pasiaste celulity mogły jedynie szeroko otwartymi oczami przyglądać się kunsztownym wymianom podań wykańcznymi bezlitośnie. tradycyjnie urzekł mnie arshavin, który wiedział, że nie musi się napinać i finiszował relaksacyjnie. wiedziałem, że wiedział, że boruc nie wie o co chodzi.

almunia puścił na koniec babola i znowóż nie udało się zachować czystego konta. składam to na karb faktu, że dwumecz był już rozstrzygnięty, chociaż to już drugi babol hiszpania w czwartym meczu o punkty.

dzisiaj zostały rozlosowane grupy ligi mistrzów. trudno było sobie wymyśleć łatwiejszy początek: alkmaar, olympiakos i liege. jak słusznie zauważył palmer można już zbudżetować pieniądze na niezbędne wzmocnienia. zostały cztery dni.

w sobotę męczysery, ale o tym jeszcze porozmawiamy.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

nic nie widziałem, coś słyszałem. nic nie zobaczę, coś usłyszę

wtorek, 25 sierpnia 2009 21:34
huczne zabawy za nami; gps na paluszku; wracamy do pracy.

magda kazała napisać mi, że mam fajną żonę.

tymczasem chwała rozpoczęła równie hucznie. niestety nie widziałem żadnego z trzech meczów, udało mi się obejrzeć jedynie skróty. z obfitych lektur wyniosłem, że transfer vermy jak na razie okazuje się strzałem w dziesiątkę. bardzo dobrze. zwracaliśmy tutaj uwagę, że posiada spojrzenie zabójcy. i z pewnością nie jest to bez znaczenia.

jutro rewanżowe spotkanie z celtami, ale wydaje się ono raczej formalnością. pech chciał, że akurat w trakcie meczu odbędzie się rodzinna wizytacja. z kolei w sobotę, kiedy w teatrze komedia będziemy upokarzali męczysery większe będę akurat na ślubie brata ciotecznego (czyli kuzyna jak mówią bracia z północy).

magda zauważyła, że otrzymałem bardzo dobre leczo.

wracajać do arsenalu - początki obiecujące, jednak wciąż pozostaję niedowiarkiem. chwała wciąż osnuta jest cieniem jakiejś niedorobioności. tzn takie mam niejasne wrażenie po obejrzeniu skrótów i lekturze blogów. nadzieja w tym, że konkurencja troszkę słabsza. no, poza kgbistami. kgbiści są moim głównym faworytem do mistrzostwa w tym sezonie. no, ale jeśli udałoby się jeszcze zanabyć ze dwóch-trzech zawodników, to kto wie. może powalczymy. na razie muszę obejrzeć na jakiś mecz, ale to zabierze mi z półtora tygodnia.

tymczasem kończę.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

no to sru

sobota, 15 sierpnia 2009 8:26
dziś startujemy. chwała chwale. mój plan jest taki, żeby uczciła mój ślub okazałym zwycięstwem. szkoda, że nie będę mógł tego oglądać.

okrzyki radości po kolejnych golach można wpisywać w shoutboxie, którego wrzuciłem na próbę.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

sobota, 27 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  46 043  


Następny mecz

teatr komedia, 12 marca 2011
męczysery większe - chwała londynu

Ostatni mecz

stadion z sektorem dla gejów, 8 marca 2011
drużyna ze stadionu z sektorem dla gejów - chwała londynu
3:1

Tabela

msc drużyna mecze punkty
1 męczyser większy 29 60
2 chwała londynu 28 57
3 męczyser mniejszy 29 53
... ... ... ...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

WSPIERAJ


Narodowy Dzień Życia na Facebooku


puls pro-life przeciw aborcji

zbieraj podpisy

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl